• Wpisów: 445
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 23:58
  • Licznik odwiedzin: 11 392 / 2073 dni
 
caligo
 
Temat uchodźców nie daje mi spokoju...

– Europa wydaje się zaskoczona ogromnymi migracjami: międzykulturowymi, międzykontynentalnymi, międzyreligijnymi. Nie byliśmy na to przygotowani. Czy to faktycznie sytuacja bez precedensu w historii?

– Skala jest w istocie bezprecedensowa, jeśli pominąć okresy wielkich wędrówek ludów, które co jakiś czas się zdarzają. Ostatni raz z podobnymi co do skali przesiedleniami mieliśmy do czynienia podczas II wojny światowej i zaraz po niej, w latach 1938-1947. Najbardziej dotknięte były wtedy Europa oraz Azja. Trudno natomiast być kompletnie zaskoczonym tym, co się teraz dzieje. Myśmy dali tej fali impuls. Chcieliśmy narzucić Środkowemu i Bliskiemu Wschodowi własny model ustrojowy i światopoglądowy. Skończyło się źle. Wśród obecnych uciekinierów wielu to Afgańczycy, którym najwidoczniej nie potrafiliśmy stworzyć pokojowej alternatywy. Uciekają przed wszechobecnymi strzelającymi dronami na ich niebie. Z kolei Syryjczycy uciekają przed wojną domową, która jest dalszym pokłosiem uderzenia na świat islamski. Paradoksalnie tylko jeden duży kraj na tym terenie zachował stabilność – stary Iran, dawna Persja. Teraz tam szukamy pomocy.

Nie chcę krytykować polityki Stanów Zjednoczonych, które, jak mocarstwa, inaczej prowadzą politykę. Uderzają i patrzą, co się dalej dzieje. Nie chcę nawet krytykować polityki polskiej sprzed kilkunastu lat. Nasze zaangażowanie w wojnach w Iraku i Afganistanie było może konieczną ofiarą na rzecz nowego sojuszu, do którego przystąpiliśmy. Szkoda tylko, że zachowywaliśmy się tak buńczucznie. Teraz, chcąc nie chcąc, pora na rewanż: z krajów, gdzie zasialiśmy wojnę, napływają uchodźcy. Darowane nic nie będzie, tylko odpowiedź przybiera czasami zaskakujące formy. Jeszcze kilka lat temu nikt się nie spodziewał takiej skali wędrówki, mimo że do pewnego stopnia można ją było przewidzieć. Sztorm uchodźczy rozbijał się wpierw o falochrony muzułmańskich krajów sąsiednich – przede wszystkim Libanu, Egiptu i Turcji, które są dosłownie przepełnione uciekinierami. Potem dotarł do państw europejskich najdalej wysuniętych na południe – Grecji i Włoch. Myśmy po prostu przez lata zamykali oczy.

Mauer.jpg
 /foto: Caligo/

– Od paru tysięcy lat na pograniczu Azji i Europy zmagają się dwie wielkie cywilizacje – wschodnia, obejmująca Bliski i Środkowy Wschód oraz północną Afrykę, i nasza, zachodnia. Obie mają korzenie starsze niż chrześcijaństwo i islam, które wyrosły z tych samych hebrajskich źródeł. W nawiązaniu do francuskiego polihistora Fernanda Braudela określam to zderzenie jako pojedynek bestii. Te dwa potwory zawsze szczerzą na siebie zęby, czasami ze sobą wojują, przy okazji przekazując sobie to, co mają najlepszego i najgorszego.

Islam zawsze był w Europie, czasami dalej, czasami bliżej. Sięgał po Węgry i Hiszpanię. W tej chwili raczej nie przesunie swoich wpływów, bo sam jest w głębokim kryzysie. Muzułmanie uciekają przed wojną i kryzysem - a nie po to, żeby nas nawracać. Nawet, jeśli przybędzie milion uchodźców, nie będzie to miało znaczenia – w Europie mieszka przecież 500 milionów ludzi, w tym wielu zsekularyzowanych potomków imigrantów muzułmańskich, głównie z Turcji i północnej Afryki. (...)
Największym problemem współczesnym, począwszy dopiero od pierwszych lat XX w., nie są zresztą migranci, tylko zamknięcie granic. Wcześniej ludzie przemieszczali się dość swobodnie. Czasami w obliczu kłopotów politycznych, jak Polacy po kolejnych powstaniach. Czasami po prostu z biedy, jak wielka europejska emigracja do Ameryki w XIX w. Różnica polega na tym, że nie było zasiłków społecznych i emigrant musiał sobie radzić sam.

– Trzeba zlikwidować granice?

Wcześniej czy później do tego dojdziemy. Jest taka teoria, która zakłada, że przy obecnej prędkości integracji świata za 200-300 lat będzie w świecie jedno do trzech państw. Tego nie unikniemy. Jednoczy się coraz więcej państw, bo globalne problemy, nie tylko migracyjne, trzeba rozwiązywać globalnie. Mury i płoty na pewno nie pomogą długofalowo. Co wcale nie znaczy, że należy wszystkie od razu zburzyć. Największy kłopot sprawia obliczenie, ilu uchodźców można przyjąć bez zniszczenia podstaw własnej wspólnoty.

– To ilu możemy ich przyjąć?

– Trudno dokładnie policzyć, zwłaszcza że globalizacja powoduje procesy dezintegracyjne, co widać na przykładzie Etiopii czy Sudanu, a w Europie rozwiedzionych Czech i Słowacji, a także Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Na pewno jest się czego bać, bo zawsze wielka masa imigrantów stanowi zagrożenie dla istniejącej wspólnoty. Stanowi też jednak, o czym zapominamy, ogromną szansę. Świat się zmienia i my musimy się zmieniać wraz z nim – mówili już starożytni. Kto się nie dostosuje, z zasady znika z widowni dziejów. Dotknęło to nawet państw rzekomo wiecznych, jak Rzym.
(...)
– Dlaczego strach przed uchodźcami jest w Polsce i innych krajach naszej części Europy silniejszy niż gdzie indziej?

– To może ostre i mało popularne stwierdzenie, ale nie ulega wątpliwości, że to spuścizna Hitlera i Stalina. Polska była w zasadzie zawsze krajem wielonarodowym. Dopiero oni nas ujednolicili. Myśmy po wojnie dodali jeszcze swoje trzy grosze w postaci przymusowego wysiedlenia Niemców, przymusowych przesiedleń Ukraińców oraz radosnej akceptacji na wyjazdy żydowskie. Wielobarwności nie lubiliśmy już przed wojną, ale ją akceptowaliśmy. Nie mieliśmy innego wyjścia. Zazdrościliśmy jednak krajom bardziej homogenicznym. A teraz, zdaje się, dobrze nam w tej jednolitej i swojskiej masie. Można to zrozumieć, nawet jeśli czasami uwiera. Warto przypomnieć, że po I wojnie światowej biedna jak mysz kościelna Polska przyjęła setki tysięcy uchodźców: własnych z całego świata, ale też w sumie setki tysięcy Rosjan, Żydów, Niemców, Ormian. Oswojeni z różnorodnością ówcześni Polacy jakoś szczególnie się nimi nie przejmowali. Nie bali się nawet muzułmanów. Mieli ich pod ręką, szczególnie na Wileńszczyźnie, gdzie od kilku wieków mieszkali polscy Tatarzy. Znakomicie zintegrowani. Czemu się dzisiaj tym nie szczycimy?
(...)
My się boimy tych uchodźców, bo ich nigdy nie widzieliśmy. Proszę zwrócić uwagę, że w Niemczech PEGIDA [Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes - Patrioci Europy przeciw islamizacji Zachodu] rozwija się nie w Berlinie czy w Kolonii, gdzie jest pełno obcokrajowców. Kwitnie w Dreźnie, gdzie na ulicy nie widać ani jednego "obcego". Strach ma zawsze wielkie oczy. Potem najczęściej mija.

Z prof. Janem M. Piskorskim rozmawiała Paula Skalnicka-Kirpsza
_ _ _

"Europa jest kontynentem, gdzie prawie wszyscy kiedyś byli uchodźcami.
20 mln potomków Polaków mieszka poza Polską w wyniku emigracji politycznej i ekonomicznej, po wysiedleniach, przesiedleniach podczas bolesnej historii Polski" – mówił w środę w Parlamencie Europejskim przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @DobraZmiana: Podoba mi się, w jaki sposób opisałaś swoje odczucia.
    Bywa, że nawet jeśli mocno chcemy coś sobie zracjonalizować i oswoić, to się nie udaje.
    To jest ta właśnie sytuacja.
    Dziękuję za szczerą wypowiedź. Pozdrawiam :)
     
  •  
     
    Ja przyznać muszę, że kiedyś idea multi kulti podobała mi się. Teraz boję się przebywać na halach dworców w wielkich miastach Europy, patrzę po twarzach, czuję irracjonalny (a może nie?) strach widząc mężczyzn o arabskim typie urody. Nie, nie chcę się bać, nie chcę być rasistą, nie chcę mieć uprzedzeń. Ale to się generuje samo i z tego powodu jest mi przykro.
     
  •  
     
    @shelivesinafairytale:
    Zapraszam do podzielenia się opinią :)
     
  •  
     
    @Ninja z kosmosu i @Persephone:

    To nie jest cała rozmowa. Spodobała mi się jednak na tyle, bym chciała ją tu przytoczyć. Facet racjonalizuje sytuację, spogląda w przeszłość, szukając w niej przyczyn, a spoglądając w przyszłość - możliwych rozwiązań.  Niby to takie proste, oczywiste wręcz, ale jak się spojrzy na niektórych krzykaczy (obojętnie z której strony), to są oni zazwyczaj mocno radykalni, bezkompromisowi w słowach, ale przede wszystkim nie łapią zależności.
    Co do strachu... To, co się dzieje to proces, być może długoletni...
    Dla nas uchodźcy to jakieś ciemne, groźne masy przemieszczające się lawinowo w naszą stronę (a może raczej w stronę Niemiec). Ale te masy tworzą pojedynczy ludzie. Z różnym bagażem (najczęściej dramatycznych) doświadczeń. Z nadzieją w sercu.
    Być tak może, że wśród nich są i zamachowcy. Ale oni mogą być zawsze i wszędzie.
     
  •  
     
    Strach ma wielkie oczy. To na pewno. Mam tylko nadzieję, że faktycznie z czasem minie... Patrząc na nasilające się nie tylko uprzedzenia, ale i pobicia, szykany i inne "aktywności" trudno w to wierzyć.